Stany Zjednoczone Wskazówki Wyjazdy

50 stopni w cieniu i bezludne drogi – Dolina Śmierci cz.1

By

Death Valley – park nie z tej Ziemi.

Dolina śmierci (ang. Death Valley) to jedno z takich miejsc, gdzie podczas całego pobytu oprócz ścierania potu z czoła musimy również zbierać szczękę z ziemi. Nie przesadzę jeśli powiem, że to najbardziej niezwykłe miejsce w jakim byłem. Gdybym miał do czegoś porównać wizytę w tym Parku Narodowym to do eksploracji Marsa z perspektywy łazika marsjańskiego (nie bez powodu kręcono tam przecież ujęcia do znanych i lubianych Gwiezdnych Wojen). Na zewnątrz potworne, pięćdziesięciostopniowe upały połączone z silnym wiatrem, szare kamienisto-pustynne krajobrazy, a my siedzimy i podziwiamy to wszystko z środka samochodu, w którym klimatyzacja podkręcona jest do maksimum. Po wyjściu z pojazdu czułem się tak jakbym wszedł prosto do nagrzanego piekarnika i to z włączonym termoobiegiem. Jednakże najbardziej niezwykłych miejsc nie da się zobaczyć zza samochodowej szyby, a te właśnie chciałbym tutaj pokrótce opisać.

Zakorkowana droga na trasie do Doliny Śmierci

Park Doliny Śmierci umiejscowiony w jednym z najbardziej czarujących stanów w USA, czyli w Kalifornii. Pojechałem tam w środku sierpnia, żeby jeszcze bardziej dorzucić do pieca. Na niebie nie uświadczyłem ani jednej chmury, a żar wręcz lał się z nieba czyniąc skórę na tę w kolorze czapki „Make America great again” dosłownie w ułamek sekundy. Mając to na uwadze, przed wizytą w Dolinie śmierci należy zaopatrzyć się w cztery niezbędne moim zdaniem rzeczy: krem z możliwie jak najwyższym filtrem, nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne i oczywiście ogromny zapas wody.

Około 42 stopnie Celsjusza – patelnia w piekarniku o 10 rano.

Punktem wypadowym było Las Vegas. W stolicy hazardu, na lotnisku od ręki (tylko teoretycznie, tak naprawdę zazwyczaj jest z tym masa problemów i upierdliwości) mogliśmy wypożyczyć potrzebny nam samochód. Facet pracujący w wypożyczalni poinformował nas, że lepiej jest wziąć większy pojazd, gdyż przy mniejszym modelu istnieje możliwość zagrzania się silnika na środku pustyni, czego z pewnością byśmy nie chcieli. Dotyczyło to właśnie w szczególności Death Valley oraz Monument Valley. Warto przypomnieć, że temperatury oscylowały około 45-50 stopni Celsjusza więc posłuchanie jego rad było jak najbardziej wskazane. Pamiętać również należy, że większy samochód to oczywiście większy wydatek $$. No nic, wzięliśmy bordowego Nissana i ruszyliśmy w drogę.                

Sam dojazd do Doliny śmierci jest bajecznie prosty. Większość instrukcji jakie podaje GPS brzmi: „przez następne 100 mil prosto”. Jednak w czasie trasy nie ma mowy o jakimkolwiek znużeniu. Czym bardziej zbliżamy się do centrum parku (czyli tam gdzie umiejscowione jest Visitor Center, w którym możemy otrzymać mapy i wskazówki co do dalszego zwiedzania), tym szybciej wskaźnik temperatury na komputerze pokładowym zaczyna szybować w górę. Zmienia się również krajobraz, który staje się co raz bardziej szary i oziębły. Do tego można wspomnieć o lekkim lęku spowodowanym tym, że samochody w tym rejonie kursują bardzo rzadko. Nam udało się nie minąć ani jednego pojazdu przed ponad sto mil trasy…

Zabriskie Point – 

Pierwszym tzw. must see w Dolinie Śmierci jest punkt widokowy – Zabriskie Point. Miejsce dość popularne wszakże zatytułowany jest tak jeden z filmów amerykańskich z lat 70 oraz album Pink Floyd, który nota bene stanowi ścieżką dźwiękową pod owy film.

Zmierzając w stronę Visitor Center spostrzegłem licznie zaparkowane na niewielkim parkingu samochody. Z zainteresowaniem postanowiłem przeczesać teren. Godzina około 11 przed południem, trzeba było podejść pod niewielką górkę. Widok jednak okazał się być oszałamiający. Ten postój był znakomitym preludium to dalszego zwiedzania i mój apetyt na Dolinę Śmierci od razu się zaostrzył. Nie ma sensu żebym rozwodził się nad urokami tego miejsca więc załączam fotografię, która znakomicie je przedstawia.

Punkt widokowy – Dante’s View

Droga na punkt widokowy Dante’s View

Miejsce, które po prostu odjęło mi mowę. Wspinając się Nissanem po zakręconej drodze na szczyt Czarnych Gór nie miałem świadomości jak niezwykły widok zobaczę. Oczywiście wynikało to z tego, że cały wyjazd organizowany był na pełnym spontanie i nie przygotowałem sobie wcześniej żadnego planu, a więc co za tym idzie nie widziałem wcześniej żadnych zdjęć z tego miejsca. Widok rozciągający się na Dolinę Śmierci ze szczytu jest po prostu nie do opisania.

Tak jak w przypadku Zabriskie Point nie zamierzam się nad nim rozwodzić i po prostu zamieszczam fotografię. Warto również zaznaczyć że na górze jest dość chłodno w porównaniu z resztą miejsc w Dolinie śmierci co może dać chwilę wytchnienia podczas zwiedzania. 

Już niedługo zostanie opublikowana kolejna część relacji z Death Valley, więc zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku, gdzie wszystko na pewno się pojawi 🙂 

Dante’s View – Death Valley, Kalifornia
 

Inne posty