Maroko Wyjazdy

TOP 8 popularnych oszustw i pułapek turystycznych w Maroku

By

Oszustwa i pułapki turystyczne.

Kilka dni temu udało mi się szczęśliwie dotrzeć do Polski wprost z Królestwa Marokańskiego. Po 10-dniowym pobycie zorganizowanym na własne ryzyko i na własną rękę chciałbym podzielić się kilkoma uwagami. W tym poście skupię się głównie na położonym w centralnym Maroku mieście Marrakesz. Opiszę praktyki uliczne, które dostrzegłem u lokalnych mieszkańców polegające na oszukiwaniu i naciąganiu nowo przybyłych turystów. Jeśli więc ty również wybierasz się do Maroka, zapoznaj się z listą wskazaną poniżej. Pozwoli Ci to uniknąć wyciągnięcia z kieszeni pliku dirhamów już w parę godzin po przylocie.

1. “Przewodnicy”, którzy chętnie wskażą drogę do hotelu/atrakcji.

Jak wiadomo przejście wszystkich procedur lotniskowych oraz sam lot (trwający z Polski około 5 godzin) powodują dość spore przemęczenie. Naszym marzeniem bezpośrednio po przylocie jest więc pozostawienie ciężkich bagaży w hotelu oraz zregenerowanie sił przed dalszym zwiedzaniem. Wiedzą niestety o tym również mieszkańcy Marrakeszu, którzy fakt ten wykorzystują w sposób niekoniecznie korzystny dla naszych portfeli. Na czym więc polega trick? Otóż styrany i przemęczony turysta, który trafia z lotniska na główny plac tj. Jemaa El Fna, próbuje odnaleźć drogę do miejsca noclegowego, które ulokowane jest najprawdopodobniej gdzieś na terenie starego miasta, czyli tzw. Mediny. Przybysz sięga po aplikację google maps i wkracza w ciasne uliczki, które nie są specjalnie dobrze oznakowane i dość łatwo się w nich po prostu zgubić. Otuchy turyście nie dodaje również temperatura, która latem oscyluje wokół 40 stopni. W pewnym momencie zdezorientowany przybysz postanowi zapytać się któregoś z Marokańczyków o drogę. W większej ilości przypadków jednak to oni sami zaczną podchodzić i oferować pomoc w odnalezieniu miejsca noclegowego. W obu przypadkach oczywiście zapewnią was, że usługa ta jest kompletnie darmowa. Często bywa tak, że sami Marokańczycy nie mają pojęcia, jak w dane miejsce dotrzeć i zaczynają błądzić po uliczkach Mediny razem z wami. Po trudach i znojach, gdy wspólnymi siłami uda wam się dotrzeć do miejsca noclegowego, życzliwy przewodnik zaśpiewa wam za swoją usługę pomocną lub też nie, kosmiczną kwotę wynoszącą zazwyczaj 200 dirhamów (tj. 80 zł). Stawianie oporu jest w tym momencie bezcelowe. Możecie mieć pewność, że stojący w pobliżu mieszkańcy zainteresują się kłótnią i będą chcieli, abyście zapłacili umówioną kwotę, mimo że cała pomoc miała być przecież darmowa.

Jak się bronić?

Jak zatem uniknąć tak nieprzyjemnej niespodzianki na początku naszej podróży? Po pierwsze nie szukać pomocy w znalezieniu drogi u Marokańczyków. Zapytać można przechadzających się po ulicach turystów bądź właścicieli sklepów. Po drugie w przypadku gdy ktoś sam zaproponuję nam pomoc w odnalezieniu drogi, należy kategorycznie odmówić i odejść próbując samemu znaleźć docelowe miejsce. Polecam to zrobić również z tego powodu, że podczas dalszego zwiedzania będziemy bardziej zaznajomieni z topografią miasta.

2. Sok pomarańczowy z wodą.

Świeżo wyciskany sok z pomarańczy jest wizytówką Maroka. Napotykałem się na niego niemal wszędzie. Oferują go uliczni sprzedawcy, jak również jest serwowany w hotelach czy restauracjach. Każdy, kto odwiedza ten kraj, może mieć pewność, że prędzej czy później tego soku spróbuje. Pomarańcze rosną dosłownie wszędzie i są naprawdę tanie (cena w Carrefour to ok. 1 zł/kg). Sok sprzedawany jest w cenach od 5 do 20 dirhamów (2-8 zł) w zależności od miejsca. Mimo tak niskich cen są osoby, które próbują na sprzedaży soku dla turystów trochę przyoszczędzić. Serwują więc sok z kartonu bądź też dolewają do świeżo wyciśniętego soku lodowatej wody. Należy mieć to na uwadze i kontrolować czy osoba sprzedająca sok rzeczywiście go wyciska, czy też kombinuje coś pod stołem. Największe zagęszczenie stoisk z pomarańczową ambrozją w Marrakeszu znajdziemy oczywiście na placu Jemaa El Fna.

3.  Węże, małpy i gekony.

Zarówno za dnia, ale w szczególności wieczorem na główny plac Marrakeszu przybywa wiele naganiaczy wraz z egzotycznymi zwierzętami. Są to w szczególności kobry, makaki berberyjskie oraz gekony. Zafascynowani turyści na pewno będą chętni obfotografować tak niespotykane stworzenia. Przyjdzie im jednak za to słono zapłacić. Co więcej, właściciele tych zwierząt potrafią zajść człowieka od tyłu i założyć węża na szyję, bądź też małpę na ramię. Po czym wołając, że wszystko to będzie „za free” nakłaniają do zrobienia sobie zdjęć. Jeżeli turystów jest kilku, proponują robienie sobie zdjęć wspólnie. Fotografie wykonuje tutaj jeden z naganiaczy. Po udanej sesji Marokańczyk wytłumaczy nam, że co prawda dotykanie zwierząt było za darmo, jednak opłacie podlega robienie zdjęć przez kolegę. Jeżeli jest kilka osób, każda musi zapłacić za siebie. Wyjściowa cena podana przez naganiacza jest oczywiście absurdalna i może oscylować od 200 do nawet 300 dirhamów. Należy się jednak targować. Osobiście byłem świadkiem sytuacji, gdy cena z 200 dirhamów została zbita do 50. Ja natrafiłem na przemiłego naganiacza, który pozwolił mi strzelić zdjęcie i nakręcić ujęcie tańczących kobr w zamian za papierosa.

4. Dzieci i starcy oferujący chusteczki.

Przechadzając się po ulicach Marrakeszu niemalże na każdym kroku będziemy natykać się na dzieci bądź osoby starsze, które bez żadnego słowa będą próbowały włożyć nam do rąk paczkę chusteczek. Na pewno będzie nas to dziwić i być może bez żadnego słowa przyjmiemy oferowany nam podarunek. Okazuję się jednak, że jest to po prostu ukryta forma żebractwa. Proceder ten jest bowiem oficjalnie zakazany w Maroko. Stąd też dzieci czy starcy oferujący nam bez słowa chusteczki liczą w zamian na zapłatę w formie dirhamów. Lokalny przewodnik powiedział, że nie należy wspierać pieniędzmi dzieci na ulicy. Nie są one potem zainteresowane pójściem do szkoły/pracy. Ich pracą staje się żebranie na ulicy. Dzieci dorastają i turyści nie są już tak chętni do dzielenia się pieniędzmi z dorosłymi ludźmi. Gdy jest się dzieckiem ulica może dać łatwe pieniądze, co z tego skoro w dorosłym życiu tych pieniędzy już nie ma. Jak mówi przysłowie: “łatwo przyszło, łatwo poszło”.

5. “Psst hashish, kif??” czyli dilerzy na ulicach Marrakeszu.

Dilerzy handlujący haszem i marihuaną niewątpliwie wpisują się w krajobraz Maroka. Szczególnie gdy jest się osobą paląca papierosy możemy mieć pewność, że zarówno młodzi jak i starzy Marokańczycy będą nagminnie podszeptywać nam do ucha o możliwości nabycia towaru. Sam z takiej oferty nie skorzystałem. Nie dostrzegłem ani nie poczułem również podczas całego pobytu aby ktokolwiek, gdziekolwiek palił. Najpewniej jest tak dlatego, że mimo iż w północnych górach na plantacjach marihuany pracuję około 1 miliona Marokańczyków, marihuana nadal jest nielegalna. W internecie (również na stronie polskiego MSZ) można przeczytać o przebierańcach, którzy po nakłonieniu nas na zakup haszyszu okazują się być funkcjonariuszami policji bądź też donosicielami. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej się w to po prostu nie bawić.

6. Robienie zdjęć straganom, sklepom i ulicznym występom.

Przechadzasz się kolorową alejką i masz ochotę wyjąć swój potężny obiektyw aby zrobić zdjęcie? Gdy już prawie znalazłeś idealne ujęcie nad twoim uchem zacznie nadzierać się Marokańczyk. Z całej sytuacji zrozumiesz tyle, że widocznie nawet za pstryknięcie fotki wystawionemu na widok publiczny sklepowi musisz zapłacić. To samo dotyczy tańców i innych performance’ów, głównie tych które odbywają się na placu Jaama El Efna późnymi wieczorami. Co robić? Po prostu nie płacić, również się oburzyć i odejść. W przeciwnym wypadku otoczy nas gromada Marokańczyków i zostaniemy zmuszeni do wykonania absurdalnej płatności.

7. Wprowadzanie turystów w błąd dla jaj.

“Excuse me, street is closen, go this way”, “This way to square”. Przechadzając się po uliczkach Mediny będziemy słyszeć takie wskazówki i porady cały czas, nawet jeżeli nikogo o nie nie prosiliśmy. Proceder ten dostrzegłem głównie u dzieci i nastolatków. Mam wrażenie, że robili to tylko i wyłącznie dla wprowadzenia turystów w błąd. Nigdy nie skusiłem się by iść drogą, którą mi wskazali. Zawsze kategorycznie odmawiałem i mimo namów szedłem dalej ścieżką, której byłem pewien lub taką, którą wskazywało mi google maps. Być może jest to po prostu oszustwo podobne do tego wskazanego w punkcie pierwszym. Jednakże tutaj Marokańczycy wskazywali tutaj błędną drogę. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej jest nie korzystać z takich “pomocnych rad”.

8. Każdy jest klientem i wszystko jest towarem.

Ostatni wieńczący już całość punkt czyli kwestia nabywania od Marokańczyków towarów czyli słynne targowanie się. Jest to wręcz wpisane w marokańską kulturę i tego uniknąć się nie da, szczególnie gdy jest się białym turystą, chętnym do wydawania swoich dirhamów. Tak jak jednak wskazywałem we wcześniejszych punktach, Marokańczycy bywają strasznie przebiegli. Nie powinno was więc zdziwić, że niektórzy z nich handlują na ulicach starterami SIM, które można otrzymać za darmo w kiosku. Inni handlują kwiatami opuncji po 20-30 dirhamów za sztukę. Należy pamiętać, że podchodząc do straganu sprzedawca ocenia nas wzorkiem. Właściwszym było by słowo “wycenia”, gdyż kupiec de facto mierzy nas swoim wzrokiem i zastanawia się jaką cenę możemy zapłacić. Stąd też często sprzedawcy pytają o kraj, z którego pochodzimy. Na najwyższe ceny liczyć mogą obywatele Stanów Zjednoczonych czy Niemiec. Większość cen podlega jednak negocjacji i dosłownie należy się targować, gdyż w przeciwnym wypadku po prostu ostro przepłacimy. Kolejną kwestią jest to, że Marokańczycy są strasznie natarczywi. Często chwytają za rękę czy ubranie ciągnąc nas do swojego sklepu. Zapraszają do siebie na darmową herbatkę po, której głupio nam wyjść ze sklepu z pustymi rękami. Jak się bronić? Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani jakimś towarem, to nie patrzymy na niego, nie bierzemy go w ręce. Często też nie należy nawiązywać kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą. Jeśli jednak jesteśmy czymś zainteresowani, a cena okaże się za wysoka należy rzecz odłożyć, pewnym krokiem ruszyć przed siebie i nie zwracać uwagi na krzyczącego za nami kupca.

Inne posty