Tajlandia Wskazówki Wyjazdy

Bangkok – pułapki i turystyczne oszustwa: tuk-tuk

By

Pułapka w Bangkoku: tuk-tuk

Podróżując na Filipinach odkryłem jak wygodne i sprawne może okazać się przemieszczanie za pomocą tuk-tuków i różnych tego typu pojazdów. Najczęściej okazują się one kupą złomu przyspawaną do motocykla starszego niż sam pan kierowca. Czasami odnosiłem wrażenie, że pedał gazu służył jedynie do robienia większego hałasu, bo nijak miał się do zwiększenia prędkości.

Przejazd tuk-tukiem czyli pułapka na turystę

Kiedy więc wylądowałem w Bangkoku to od razu zacząłem rozglądać się za tym sposobem transportu. Pierwsze podejrzenia zacząłem nabierać kiedy przemiły Taj uświadomił mnie, że chcąc wydostać się z lotniska to taniej będzie zamówić Graba niż przejechać się klekoczącym tuk-tukiem. Grab(Uber) wydawał się być o wiele wygodniejszą opcją i tak właśnie było. Cała ta przedziwna sytuacja rozwiązała się następnego dnia, kiedy chcąc dostać się do Grand Palace w Bangkoku nawiązałem szybki kontakt wzrokowy z kierowcą uwieszonym na kierownicy swojego ukochanego pojazdu. Facet od razu wyczarował długopis z kieszeni i zaczął nakreślać mi plan zwiedzania całego miasta, mimo że na początku zapytałem go o jeden konkretny przejazd. Stanęło na cenie z kosmosu więc zdecydowałem, że idę pieszo i stanowczo się oddaliłem. Kierowca wrócił do swojego wozu, dalej wisieć na tej swojej kierownicy.

Po dotarciu do Grand Palace, pracownik będący swego rodzaju przewodnikiem zaproponował mi genialny plan zwiedzania Bangkoku, który pozwoli mi zobaczyć wszystkie miejsca jakie chcę odhaczyć. Nie wiem jak to się stało ale dziwnym trafem ten człowiek wiedział, gdzie chcę jechać mimo, że widzieliśmy się pierwszy i ostatni raz w życiu. Następnie z kapelusza wyciągnął mapę, nakreślił trasę i obiecał, że cała ta przyjemność nie będzie kosztowała nas więcej niż 40 bahtów (około 4zł). Nie miałem nawet czasu mu przytaknąć, gdy ten zapakował mnie do tuk-tuka swojego przyjaciela (który dziwnym przypadkiem stał tuż obok). Decyzja o wejściu do tego tuk-tuka nie była moją własną decyzją. Szczerze mówiąc to ja tam miałem najmniej do gadania. To się po prostu stało…

Gdzie jest haczyk?

Wszystko szło zgodnie z planem tak długo jak byliśmy w drodze. Problem pojawił się gdy nadszedł moment na nasz pierwszy przystanek. Zamiast pomnika Wielkiego Buddy, stałem przed niskiej klasy sklepem krawieckim. Kierowca praktycznie wepchnął mnie do środka a ja jak przyzwoity głupi białas wszedłem do środka. Wyszedłem jeszcze szybciej. Kierowca zadowolony z siebie oświadczył, że teraz możemy jechać do właściwej destynacji. Prawdopodobnie dostaje on pieniądze za każdego osobnika, którego wepchnie do sklepu i tym razem również mu się to udało. Niech mu już będzie.

Big Buddha – szkoda, ze w remoncie

Kolejnym przystankiem miał być Wielki Budda czyli kilkumetrowy pomnik. Zostałem wysadzony przed wejściem do świątyni i zadowolony podszedłem pod same stopy wielkiego myśliciela. Niestety nikt nie wspomniał, że właśnie trwa remont i nie ma najmniejszego sensu tam jechać, gdyż i tak nie można nic zobaczyć a co dopiero porobić zdjęcia. Wkurzony sytuacją natychmiast wróciłem do mojego kierowcy a ten uśmiechnięty i dumny z siebie zapytał czy mi się podobało. Nie miałem serca powiedzieć mu co myślę, więc ruszyliśmy dalej.

Niestety pomimo faktu, że mieliśmy pojechać do kolejnej słynnej świątyni, to zostałem wysadzony przed budynkiem informacji turystycznej. Szybki kontakt wzrokowy z ukochanym kierowcą a ten mówi, żebym wszedł do środka. Nastąpiła powtórka z rozrywki a ja znów byłem kolejnym osiołkiem do zarobienia kilku groszy.

Wietrząc podstęp w całym przedsięwzięciu, oraz mając poczucie marnowania czasu natychmiast kazałem przerwać ten kabaret i poprosiłem by wysadził mnie gdzieś blisko centrum. Szczerze mówiąc, to zacząłem się obawiać co może okazać się następnym miejscem, przy którym mnie wysadzi. W pewnym momencie mogło przestać być śmiesznie i przyjemnie więc dałem mu jego 40 bahtów i rozstaliśmy się. Nasz plan uwzględniał jeszcze przynajmniej kilka atrakcji do odwiedzenia tylko, że zamiast tego ja straciłem ponad dwie godziny na przejażdżki po sklepach sprzedających garnitury Armani po 99 złotych.

Powszechna pułapka na turystę w Bangkoku

Dopiero po fakcie przeczytałem w internecie, że jest to bardzo powszechne oszustwo w Bangkoku i niejednokrotnie rozmawiając z innymi turystami w Tajlandii słyszałem od nich historię, dokładnie taką samą jak moja. Oczywiście można korzystać z tuk-tuków jako normalnego środka transportu jednak jest on dosyć drogi i łatwo można dać się oszukać. Polecam po prostu wystrzegać się wszelkiego rodzaju okazji i promocji.

Inne posty