Izrael Wskazówki

Bazar w Jerozolimie – jak się targować w Izraelu

By

Jerozolima, Stare Miasto czyli jeden wielki bazar.

Jeżeli ktoś zamierza odwiedzić Jerozolimę po raz pierwszy, to z całego serca polecam nastawić się na odpowiednie emocje i sytuacje, z którymi prędzej czy później i tak przyjdzie się zmierzyć. Przekraczając którąkolwiek z bram Starego Miasta, z miejsca pakujemy się w środek bazaru, na którym łapanie za łokcie i ostre negocjacje stanowią namiastkę codzienności. Tego dnia stojąc kilka kroków przed Bramą Damasceńską, byłem tylko małym chłopcem, który nie miał pojęcia, co zastanie go po drugiej stronie.

Brama Damasceńska - Jerozolima
Brama Damasceńska – Jerozolima

Wziąłem dwa głębokie wdechy i zacząłem podążać za tłumem rozpychającym się w ciemnej, aczkolwiek dosyć przestronnej bramie. Minęło dosłownie kilka sekund, a moje zmysły zostały zaatakowane z każdej możliwej strony. Mianowicie, brama stanowi początek ciągnącego się wzdłuż i wszerz ogromnego, krzyczącego i nieznośnego targowiska. Pierwsze wrażenie jest niesamowite i ciężko opisać je zdaniem, które składałoby się z czegoś innego niż tysiąc epitetów. Więc wyobraźcie sobie po prostu dziesiątki straganów, upchanych jeden przy drugim, a jednocześnie oferujące towary z zupełnie różnych bajek. Tym właśnie sposobem można stanąć w jednym miejscu i poruszając się w promieniu zaledwie jednego metra, kupić sobie damskie rajstopy, przyprawy, banany, gazety a najprawdopodobniej utraconą godność też by się tam odnalazło. Problem w tym, że ciężko skupić na czymś wzrok dłużej niż przez kilka sekund, gdyż niemal natychmiastowo dostrzegamy inny ciekawy przedmiot, który pod żadnym względem związany nie jest z poprzednim. Oczywiście, jeśli tylko zaczniemy się przypatrywać takiemu stoisku to czy tego chcemy, czy nie, analityczny umysł sprzedawcy głęboko i natychmiastowo przeanalizuje nawet najmniejsze drgnięcie naszych gałek ocznych. Zabieg ten będzie miał oczywiście na celu, umożliwienie dobrania odpowiednich metod negocjacyjnych, które docelowo będą miały doprowadzić do wyprowadzenia jak największej ilości szekli z naszego portfela, tak aby trafiły one prosto do sakiewki naszego arabskiego sprzedawcy.

Techniki negocjacyjne

Przykładowo, jeśli zaczniemy przyglądać się pamiątkowym magnesom z Jerozolimy, to niemal natychmiast zostanie nam podsunięty mały wiklinowy koszyczek, tak abyśmy mogli umieścić w nim każdy interesujący nas przedmiot. Natomiast jeśli na naszym celowniku znajdą się drewniane różańce z Ziemi Świętej, wtedy zamiast koszyczka zostanie nam podsunięta promocja miesiąca, czyli pięć koralików w cenie dwóch. Taki fart, gdyż akurat znaleźliśmy się przy odpowiednim stoisku w odpowiednim czasie. Dopiero po wizycie przy każdym kolejnym straganie dotrze do nas, że promocja miesiąca obowiązuje każdego i wszędzie, niezależnie od pory roku i fazy księżyca.

Jedna z miliona uliczek w Jerozolimie.

W naszym przypadku do najciekawszej konfrontacji doszło, gdy zachęceni bystrym spojrzeniem sprzedawcy, postanowiliśmy dać mu szansę się wykazać. Krótko mówiąc, chcieliśmy zobaczyć, na co go stać a tak naprawdę z założenia nie mieliśmy zamiaru nic kupować. Oczywiście pojedynek przegraliśmy i ostatecznie wychodząc, ze sklepiku każdy z nas dzierżył w dłoni chińską pamiątkę z Jerozolimy. Rozgrywka rozpoczęła się, w momencie nawiązania pierwszego kontaktu wzrokowego. Następnie padło sakramentalne i wszechobecne: “łer are ju from sir”, po czym arabski kupiec zaczął rzucać losowymi słówkami w języku polskim. Oczywiście cała akcja i wysiłek miała na celu wyłącznie zdobycie naszej sympatii. Sklepik nie należał do największych, lecz praktycznie cała półka po lewej stronie zapełniona była różnego rodzaju kielichami oraz kubeczkami, które bądź co bądź prezentowały się całkiem okazale i mogłyby okazać się ciekawą pamiątką do schowania w szafie i zapomnienia na zawsze.

Odniosłem takie wrażenie, że kupiec miał przygotowaną odpowiedź na każde możliwe pytanie. Biorąc do rąk jeden kolorowy kubeczek, zapytałem, dlaczego on jest taki krzywy i ochlapany klejem. Jak na zawołanie zostałem wielokrotnie zapewniony, iż trzymam w dłoni przedmiot unikalny, ręcznie wykonany i z tego powodu nieidealny. Tylko dziwnym trafem każdy z przedmiotów posiadał niedoskonałości w dokładnie tych samych miejscach. Zupełnie tak jakby to nie ludzka ręka się pomyliła, tylko raczej rozkalibrowana maszyna hmm.

Jak się targować na bazarze w Izraelu 

Oczywistą oczywistością dla każdego, kto znajdzie się w sytuacji, gdy chcemy coś kupić, powinno być to, że bez wahania zaczynami zbijać cenę. Jeśli początkowa cena wydaje nam się akceptowalna, to wtedy tym bardziej należy obniżać cenę i targować się, gdyż najprawdopodobniej jesteśmy robieni w balona, tylko jeszcze nie wiemy gdzie. Biorąc do ręki kaszmirowy szal, dowiedzieliśmy się, że jego cena wyjściowa wynosiła pięćdziesiąt szekli. Po kilku drobnych uwagach z naszej strony, że troszkę śmierdzi plastikiem, krzywy i w ogóle wygląda jak wyciągnięty z kontenera, sprzedawca lekko podirytowany naszą bezczelnością zszedł do dwudziestu. Tak jak wspomniałem, nie mieliśmy zamiaru nic kupować, więc gdy bezpardonowo zaczęliśmy opuszczać przybytek, cena zaczęła spadać o jednego szekla, wraz z każdym krokiem oddalającym nas od straganu.

Bardzo typowy sklep na Starym Mieście w Jerozolimie

Dzielnica Żydowska vs Dzielnica Muzułmańska

Odniosłem bardzo silne wrażenie, że zdecydowana większość towarów, oferowanych w dzielnicy muzułmańskiej była kiepskiej jakości a sprzedawcy mieli w stosunku do nas nieuczciwe intencje. W momencie, gdy znaleźliśmy się w dzielnicy żydowskiej, sytuacja znacznie się poprawiła. Ceny za wyroby typu szale, ozdoby czy pamiątki były odpowiednio wyższe, aczkolwiek od razu było widać, za co się płaci. Na tych wszystkich arabskich bazarach, chwytając coś do ręki, miałem obawy, że za chwilę mi się to rozpadnie, a złocenie zdrapię przypadkowo paznokciem. Znajdując się pośród sklepów w żydowskiej dzielnicy, przyznaję, że czerpałem autentyczną przyjemność z oglądania wszelakich obrazów, ozdób czy religijnych artefaktów. Po prostu w tym przypadku cena szła w parze z jakością i najczęściej była jasno określona na samym początku, a nie wynikała z oceny potencjalnej zasobności portfela.

Pozostałe posty traktujące o Izraelu znajdziecie pod tym linkiem: Izrael – relacja z podróży

Na blogu sukcesywnie publikowane będą dalsze części relacji z podróży. Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku, gdzie wszystko na pewno się pojawi 🙂

jakpoleciec.pl - facebook

Inne posty