Filipiny Wyjazdy

Co zobaczyć na Filipinach: Błękitne Laguny – Palawan i atrakcje w El Nido

By

Island Hopping w El Nido na wyspie Palawan – relacja z podróży na Filipiny.

Czas na tropikalnej wyspie takiej jak Palawan płynie zdecydowanie wolniej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Nieobcy jest bowiem widok Filipińczyków wylegujących się na swoich styranych już życiem tricyklach i oczekujących bez pośpiechu na kolejny kurs. Zrywają się jednak z szybkością pantery, gdy dostrzegą spod swojego ospałego wzroku błądzącą postać turysty o bladej karnacji. Taki klient równa się zarobkowi o kilkadziesiąt bądź nawet kilkaset pesos wyższemu niż zazwyczaj, więc nie ma co się temu zbytnio dziwić. W mniejszych miejscowościach, tricykle zazwyczaj służą jako taksówki. Jednak w trochę większych miastach takich jak Puerto Princessa są też zwyczajnym transportem publicznym, który zawozi i odbiera dzieci do szkoły.

Na Filipinach czas płynie tak wolno, że najchętniej całe dnie spędzałoby się ze szklanką rumu w dłoni wpatrując się w piękne i okazałe widoki jak chociażby ten, który ze swojej plaży oferuje małe miasteczko El Nido. Jednak naszym celem oprócz błogiego wypoczynku było również zobaczenie czegoś, a tym czymś miały być błękitne laguny – mała i duża. To te charakterystyczne miejsca, które wyskakują przed oczami każdego po wpisaniu w google hasła „Filipiny”. Zatoki, dzikie plaże i turkusowa woda czyli to wszystko czym przyciągają Filipiny i hipnotyzują kolejne napływające tam każdego roku rzesze turystów.

Big Lagoon na wyspie Palawan
Big Lagoon – El Nido, Filipiny

Wycieczki na Palawanie – ceny i organizacja

Żeby nasze plany mogły się ziścić, musieliśmy w pierwszej kolejności wykupić interesującą nas wycieczkę. Wiele osób takich jak właściciele hotelów czy kierowcy tricycli je proponuje, zapewne zgarniając z tego tytułu fajną prowizję. My zdecydowaliśmy się na zakup tripa w hotelu. Recepcjonistka, która nie tak dawno temu była jeszcze recepcjonistą (ladyboye są na Filipinach równie popularni co w Tajlandii) sprzedała nam dwa bilety każdy po 1200 pesos, na tzw. Tour A i powiedziała, że mamy czekać równo o godzinie 9 w hotelowym lounge’u skąd następnego dnia odbierze nas przewodnik.

Jak powiedziała, tak zrobiliśmy. Każdy z nas dosiadł kilka czerwonych koni na lepszy sen co poskutkowało obudzeniem się o poranku z lekką suszą na końcu języka. Całe szczęście w takim miejscu jak Filipiny można rozpocząć dzień od pysznego i świeżego soku z mango i poczuć się jak nowo narodzony. Na śniadanie zjedliśmy szybkie przepłacone pieczywo i słodkie ciacha (white skin tax). Na Filipinach jest to często spotykane zjawisko, że cena za produkt różni się w zależności od pory dnia i nastroju kasjera, który nas obsługuje. Jeśli jest większym cwaniakiem oczywiście zapłacimy więcej.

Przemiły Filipińczyk odebrał nas z hotelu i zaprowadził na plaże. Palcem wskazał miejsce, gdzie mamy się ustawić i grzecznie poczekać na resztę załogi. Gdy już cały skład został skompletowany, skierowaliśmy się w kierunku łodzi rybackiej. Żeby nie było tak przyjemnie, nie była ona zacumowana do brzegu. Należało przejść w całym rynsztunku przez wodę i zanurzyć się co najmniej do wysokości klatki piersiowej. Ja i Krzysztof jako cebulionerzy, nie daliśmy się naciągnąć na wodoodporne torby i pokrowce na telefon, które proponowano nam na każdym możliwym kroku, co spowodowało, że cały dobytek elektroniczny nieśliśmy z rękami wysoko, niemalże muskając sklepienie niebieskie. No nic, zapakowaliśmy się do łodzi, zapięliśmy pomarańczowe kapoki i ruszyliśmy, aby podziwiać cuda natury.

Island Hopping na Palawanie
Island Hopping – El Nido, Palawan

Atrakcje turystyczne w El Nido, Palawan

Oprócz Filipińczyków na łodzi były dwie Koreanki no i my – dwóch Polaków. Na szczęście wszyscy mówili bardzo dobrze po angielsku i mogliśmy chwilę podyskutować i dowiedzieć się to i owo o Filipinach. Silnik powoli zaczął cichnąć i tak o to przed naszymi oczami pojawiła się ogromna laguna tzw. Big Lagoon. Razem z Krzysztofem wpadliśmy w dziki zachwyt. Na Filipińczykach nawet tych przyjezdnych nie robiło to jednak takiego wrażenia. Odwiedzali to miejsce wcześniej już po kilka razy więc dla nich takie krajobrazy to jak dla przeciętnego Polaka widok z Giewontu. Człowiek się zachwyci, ale podniecenie w oczach będzie tylko ten jeden, pierwszy raz. Przewodnik wycieczki zgasił silnik, zatrzymał łódź i zaprosił każdego z nas po kolei na zrobienie pamiątkowego zdjęcia w najbardziej reprezentatywnym miejscu. Każdy zapozował tak pięknie, jak potrafił i ruszyliśmy dalej.

Jedzenie na Filipinach – uczta na bezludnej wyspie

Sunąc łodzią pomiędzy charakterystycznymi wzniesieniami, zauważyliśmy dym unoszący się w oddali. Oczywiście nie tylko my w tym dniu mieliśmy zorganizowaną wycieczkę po okolicy. Kilkanaście łodzi zgromadziło się w małej zatoczce i na każdej z nich przygotowywano obiad, który później miał zostać skonsumowany na jednej z dzikich plaż. Nasza łódź podpłynęła bliżej i ustawiła się mniej więcej na środku. W tym miejscu okazało się, że można podziwiać okoliczne widoki na kajaku, lecz odpłatnie. Jeden kajak na dwie osoby kosztował ok. 150 pesos, czyli jakieś 10 zł. Nie była to kwota nie do przeskoczenia. Zapakowaliśmy się, wzięliśmy wiosła w dłoń i popłynęliśmy eksplorować okolicę. W tym czasie nasi Filipińscy przewodnicy zaczęli pichcić cukinię z ryżem i rybą. Typowe jedzenie na Filipinach.

Drugie oblicze turystyki na Filipinach

Ilość kajaków na metr kwadratowy przekraczał dopuszczalne zagęszczenie. Przez to, że wszystkie wycieczki spotykały się w tym samym miejscu o tej samej porze, kajak pływał przy kajaku, co utrudniało odczuwanie tego, że przebywa się w miejscu dzikim. Mimo wszystko krystalicznie czysta woda i widoczna pod nią rafa koralowa to widok niecodzienny i niezwykły. Po tym, jak nacieszyliśmy się Filipińskimi cudami natury, skierowaliśmy się przy pomocy wioseł na pachnący z oddali obiad. Weszliśmy na łódź razem z kajakami i ruszyliśmy w kierunku Shimizu Island. Piaszczysta wcale nie za szeroka, lecz pełna uroku plaża okazała się miejscem, gdzie załoga przygotowała dla nas wystawny poczęstunek składający się z arbuzów, ananasów, zasmażanych warzyw, wieprzowiny, ryb i innych frykasów. Delektowanie się tym w takich okolicznościach przyrody mam za jedno z piękniejszych wspomnień całej wycieczki.

Plaża 7 Commando Beach na Filipinach
7 Commando Beach – El Nido, Palawan

Bezludne wyspy – Seven Commando Beach, Palawan

Po zjedzonym posiłku wszyscy pochlapali się w błękitnej wodzie, a następnie ruszyliśmy do ostatniego już przystanku, czyli 7 Commando Beach. Cóż mogę powiedzieć o tym miejscu. Miałbym bardziej pozytywne wrażenia, gdyby nie rozszalała się potężna burza i nie ochłodziła to mojego zapału do kąpieli w wodzie. Przez tę nieprzychylną aurę zmuszeni zostaliśmy do powrotu do El Nido…

Inne posty