Stany Zjednoczone Wyjazdy

Jak pachnie Brooklyn. Relacja z podróży do Stanów Zjednoczonych: Nowy Jork

By

Relacja z pobytu na Brooklynie. Nowy Jork z innej perspektywy

Obiecałem sobie, że tym razem będąc w Nowym Jorku, nie dam wciągnąć się w śmiganie wyłącznie po Manhattanie i trochę czasu spędzę na zobaczeniu co tam słychać na Brooklynie. Większość turystycznych atrakcji w postaci Byka z Wall Street czy innych Statui Wolności odhaczyłem ostatnim razem, będąc w  NYC dwa lata temu. Natomiast tym razem chciałem poprzypominać sobie ulubione miejsca jak np. Christopher Park, lecz przede wszystkim skupić się na tym, co dotychczas niezobaczone. Tak, więc jeśli chodzi o sam Brooklyn, moim głównym celem było przekonanie się, jak wygląda życie w największej polskiej dzielnicy w tej części Stanów Zjednoczonych. Mówię tu oczywiście o słynnym Greenpoincie – najpopularniejszym kierunkiem światowej turystyki, gdzie każdy turysta spędza przeciętnie 10 lat. Ale… o tym pojawi się na pewno osobny post 🙂

Greenpoint Ave – Brooklyn

Przyjazd

W momencie, kiedy postanowimy sobie troszkę przyoszczędzić na transferach lotniskowych i zdecydujemy się zaoszczędzić $50 na taxi, musimy skorzystać z komunikacji miejskiej. Ta w Nowym Jorku jest niezwykle rozbudowana i bez większego problemu można się wszędzie dostać. Problem pojawia się w momencie, kiedy ktoś podobnie jak ja nie przepada za spędzaniem godzin na przeglądaniu map i planowaniu każdego kroku. Uważam, że zabija to cały romantyzm podróżowania. Z drugiej strony właśnie to było powodem tego, że moja podróż z lotniska w Newark do apartamentu na Brooklynie zajęła lekko ponad dwie godziny. Teoretycznie powinienem był zmieścić się w czterdziestu minutach no ale cóż… shit happens.

Klimat na Brooklynie

Postanowiłem zatytułować ten post ‘Jak pachnie Brooklyn’, ponieważ to właśnie z tym związane jest moje pierwsze wspomnienie z tego malowniczo zaśmieconego miejsca. Mój mózg (podejrzewam, iż niektórzy mogą powątpiewać w istnienie takowego w moim przypadku) jakoś podświadomie eliminuje to nieprzyjemne wspomnienie, kiedy to lekko zagubiony, w mroku lutowego wieczoru spędziłem 15 minut swojego cennego podróżniczego czasu na przystanku, czekając na autobus, który miał nigdy nie nadjechać. Kwestia zapachu pojawiła się, kiedy wsunąłem klucze do zamka i otwierając drzwi budynku, wylało się na mnie gęste powietrze, które oczywiście zawierało tlen, ale w głównej mierze składało się z tego, co zostaję po paleniu zielska – słodki dym. Dosłownie kilka kroków, w kierunku klatki schodowej a mnie już zemdliło i każdy wdech tylko coraz bardziej to uczucie. Mój organizm, zmęczony wielogodzinną podróżą zupełnie się tego nie spodziewał i nie był przygotowany na takie atrakcje. Pomimo tego, że przebywając wtedy w USA, nie zapaliłem ani razu, to zapach zioła towarzyszył mi niemal na każdym kroku. Niezależnie od miejsca i pory dnia, co chwile ktoś kopcił, zupełnie tak jakby była to najnaturalniejsza rzecz na świecie. Tak jak Jerozolima pachnie kardamonem i kocim moczem, tak Brooklyn i mieszkający tam ludzie pachną moczem i zielonym liściem. Czasami wystarczyło, że ktoś wszedł do sklepu i automatycznie wnosił na swoich ciuchach całą gamę zapachów, których prędzej spodziewałbym się w Amsterdamie niż po tej stronie oceanu.

Metro – Nowy Jork/Brooklyn

Brooklyński zapach staję się coraz wyraźniejszy, z każdym krokiem zrobionym po wąskich schodkach, zmierzających do podziemnej stacji metra. Nowojorskie metro na pewno nie może zostać okrzyknięte najczystszym miejscem na świece, ale z drugiej strony tragedii też nie ma. Pomimo całej otoczki brudu i moczu, metro w Nowym Jorku, o każdej porze dnia i nocy wypchane jest ludźmi. Ludźmi, którzy często różnią się między sobą, jak tylko mogą, gdyż prawda jest taka, że z metra w NYC korzysta dosłownie każdy i nie ma znaczenia czy pracujesz na Wall Street czy polewasz cole w Maczku – do pracy śmigasz metrem. Osoby w garniturach wymieniają się miejscami z bezdomnymi. Każdy się o siebie ociera, każdy zdaje sobie z tego sprawę i każdy się już dawno przyzwyczaił. Koniec końców wszyscy wsiadają i wysiadają na przystankach, które każdemu śmierdzą po równo. Nie będę silił się na domysły, dlaczego sprawa tak wygląda, ale wielokrotnie zauważyłem, że wsiadając do metra w nieco śmieciowej części Brooklynu, byłem jedyną białą osobą w całym wagonie. Czym bardziej zbliżaliśmy się do Manhattanu, tym odcienie skóry coraz bardziej się mieszały.

Widok na Manhattan z Greenpointu

Panorama – widok na Manhattan

Zabrzmi to nieco przewrotnie, ale jednym z największych atutów Brooklynu jest to, że można odwrócić się do niego plecami i zacząć podziwiać Manhattan. Nie będzie wielką niespodzianką, jeśli powiem, iż budynki mieszkalne z takim widokiem to najbardziej rozchwytywane, a zarazem najdroższe kąski w całym mieście. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by tam pójść i wzrok nacieszyć zupełnie za darmo. Spacerując zarówno Transmitter Park, jak i promenadą Brooklyn Heights, warto zaopatrzyć się w kubek kawy, aby jak najbardziej wtopić się w tłum miejscowych i wyglądać jak cała reszta Nowojorczyków. Jednocześnie należy być ostrożnym i kubek z kawą mocno opleść palcami, by uniknąć sytuacji, kiedy to większy podmuch wiatru spowoduje, że nasza kawka zostanie wychlapana na buty. Pamiętam, że pstrykając zdjęcia powyżej, wiatr był na tyle mocny, iż niemal wywiał mi telefon z rąk.

Manhattan widziany z okolicy Dumbo

Odjazd

Miejsce, w którym spałem, było oddalone dziesięć minut spacerem od najbliższego przystanku metra. Niby nic takiego i taki spacer z rana to w sumie nawet wychodzi na plus. Komplikacje pojawiają się wtedy, kiedy światło dzienne pozwala Ci dostrzegać rzeczy dotychczas niezauważone. Poprzedniego wieczoru, nie widziałeś tych kartonów rozrzuconych przez wiatr wzdłuż całej ulicy. Nie widziałeś tego bezdomnego, który korzystając z kilku elementów, zbudował sobie na chodniku schronienie pozwalające przetrwać zimę. Nie dostrzegłeś też tych kilku uprzejmości, do których bardziej skorzy są ludzie o poranku. Są na świecie takie miejsca, które posiadają dwa równoległe stany, wymieniające się wzajemnie o zmroku i poranku. Uwierzcie mi, że Times Square rano jest zupełnie innym tajmskłerem, niż kiedy zajdzie słońce 😉

jakpoleciec.pl - facebook

Inne posty