Meksyk Polecam Wyjazdy

Najpiękniejsze plaże w Meksyku których nikt nie zna

By
Gdyby zapytać przeciętnego Kowalskiego o miejsce do plażowania w Meksyku, z pewnością wskazałby wysunięty na północy wschód Półwysep Jukatan. Lazurowa woda oraz piaszczyste plaże przyciągają w tamte rejony, corocznie masę turystów, głównie z Europy i Stanów Zjednoczonych.
 
Ja natomiast udałem się w zupełnie gdzie indziej. Do oddalonego na południowy zachód, o 6 godzin od stolicy Meksyku miejsca magicznego i pięknego, choć nie tak znanego, jak Cancun, Tulum, czy Playa del Carmen. Zapuściłem się aby odwiedzić dwie miejscowości: Ixtapa oraz Zihutanejo.
 

Jak się tam dostać? Przejazd do Ixtapa-Zihutanejo.

W tej kwestii nie będzie niespodzianek. Można wybrać się tam samochodem, autobusem oraz samolotem. Tym ostatnim będzie najszybciej, i dość tanio. Bilet w jedną stronę kosztuje ok. 100 – 200 zł, w zależności od dnia i okazji.
 
Pojazdy czterokołowe, pomimo tego, że dupa trochę boli od 6 godzin jazdy, mają tę przewagę, że można podejrzeć przez okno, jak pięknie prezentuje się Meksyk. Olbrzymie formacje skalne, kamieniste góry i pędzące rzeki, momentami przypominały mi krajobrazy znane z westernów kręconych w USA. Ponadto ciągle mijaliśmy po drodze drobnych sklepikarzy sprzedających, a to kukurydze, a to wisiorki z muszelek, gruboziarnistą sól w pięciokilowych workach oraz wszystko to o czym tylko zdołacie sobie pomyśleć.
 
Road in Mexico
Zrujnowana chata, napotkana na “hajłeju” w drodze do upragnionych plaż.

Ixtapa – moje wrażenia i przemyślenia

Byłem bardzo spragniony tak dawno nie widzianej plaży i ciepłej morskiej wody. Gdy wylatywałem z Polski, termometr wskazywał zawrotne 15 stopni Celsjusza na minusie. Myślę, że mój groszek z marchewką razem z pierożkami ruskimi zamknięte w zamrażalniku mają lepszy klimat do życia.  Od razu po przyjeździe do Ixtapa, z wywieszonym jęzorem ruszyłem więc na poszukiwanie wymarzonego raju na plaży.
 
Przechadzając się miejscowymi ulicami, uderzyła mnie zaskakująca czystość tej miejscowości. Wszystko było utrzymane na glanc przez pracowników okolicznych hoteli. Palmy były wystrzelone po sufit i równiutko posadzone, jedna przy drugiej, w równo przystrzyżonej trawce. Trochę, całe to otoczenie, wyglądało jak makieta. Nie przypominało, w ogóle, tego dzikiego i brudnego Meksyku, który zdążyłem zobaczyć wcześniej.  Jeżeli miałbym do czegoś przyrównać tę miejscowość, mając na uwadze Polskie realia (wielkość), to byłby to takie Mielno. Natomiast Cancun, czy Acapulco otrzymują ode mnie miano Sopotu. Całe miasto wydawało się bezpieczne, aż do przesady. Nie spotkały mnie w nim żadne nieprzyjemności, czy smutne momenty. 
 
Mexico
Dopieszczanie trawnika w Ixtapa.
Gdy w końcu udało mi się dotrzeć do upragnionej plaży, odjęło mi mowę. Przez bite pół godziny stałem i przyglądałem się jak totalnie walnięty człowiek, temu pięknemu i rozległemu widokowi, który mnie przywitał. Wyglądało to wszystko tak nierealnie i pocztówkowo. Niebieska woda, biały piasek i zerkające ze wszystkich stron palmy. Mój organizm przyzwyczajony do chodzenia w kurtce o tej porze roku miał nie lada mindfuck. Chociaż tak sobie myślę, że  większy miał wtedy, gdy z tego pięknego Meksyku zabrałem go z powrotem do siarczystej i mroźnej Polski 😉
 
Ixtapa (Mexico)
Widok, którym powitała mnie plaża w Ixtapa. Mniam.
Spędziłem Ixtapie kilka dni. Były to bardzo dobre (ale stanowczo za szybko upływające!) dni, których nigdy w życiu nie zapomnę. Zimna corona w ręce, papieros w drugiej, jeszcze w kolejnej książka i aparat. Dni upływały mi na siedzeniu na plaży i przechadzaniu się po tym niewielkim, aczkolwiek na swój sposób urokliwym miasteczku. O imprezach na mieście nie było mowy. Balety zostały zbanowane przez koronawirusa. Poza tym puby i restauracje z muzyką były otwarte. To na plus. A i na jednym koncercie udało mi się być #pdk.
 
Ixtapa - Zihutanejo (Meksyk)
Zachody słońca w Ixtapa. Z jednej strony piękne, a z drugiej smutne, bo kolejny dzień bezpowrotnie mijał..

Ixtapa – wyprawa na wyspę 

W obrębie Ixtapy znajduje się wyspa o tej samej nazwie (Isla ixtapa). Aby się na nią dostać, trzeba zakupić bilet na łódkę (cena około 30 pesos w dwie strony = 6.5 zł). Podróż zajmuje niecałe 15 minut i jest bardzo przyjemna. Łódź podskakiwała, woda chlapała, a ja byłem ucieszony jak małe dziecko.

Na wyspie znajdują się dwie plaże: jedna do pooglądania, a druga do kąpania. Ta pierwsza ucieszy z pewnością wszystkich fotograficznych świrów, którzy będą próbowali uchwycić te wszystkie piękne skały i wzburzone fale. Natomiast druga zachwyci wszystkich takich jak ja, czyli lubiących posiedzieć dłuższą chwilę w wodzie. Zarówno przy jednej, jak i drugiej plaży, można zamówić sobie drinka oraz coś do jedzenia. A co dokładnie, to opisałem w tym poście

Ixtapa
Plaża do oglądania (Playa Coral).
P2170613
Plaża do kąpania.

Zihuatanejo – dzikie miasto, dzikie plaże.

Po kilkudniowym pobycie w Ixtapie, udałem się do pobliskiej miejscowości o nazwie Zihuatanejo. Mieszkałem w hotelu znajdującym się bliżej miasta, w odległości ok. 15 minut od plaży. Z pierwszym wyjściem łączy się pewna historia. Otóż od razu po odłożeniu manatków, wybrałem się z dziewczyną na najbliższą, publiczną plażę. Podążałem za wskazówkami google maps w telefonie. Gdy dotarliśmy, okazało się, że jest ona niewiarygodnie spokojna i zaciszna. Wokół praktycznie nie było żadnych ludzi. W pobliżu znajdowała się tylko niewielka restauracja, gdzie serwowano drinki i zimne piwo. Po chwili spędzonej pod palmą, bez głębszego zastanowienia, ruszyłem pochlapać się w Oceanie Spokojnym. Spędzając mile czas w wodzie, zauważyłem osobę, która macha w naszą stronę z brzegu. Myślałem, że to kolejny naganiacz, który chce wepchnąć mi tłuste meksykańskie chrupki, czy chińskie naszyjniki. Zaciekawiony zbliżyłem się w jego stronę. Jak się okazało był to zmartwiony i zaniepokojony naszym losem Meksykanin. Okazało się, że blisko tej plaży mieszkają aligatory. Gdy woda trochę bardziej się podnosi, są one w stanie przepłynąć ponad odgradzającą je siatką i dostać się na tutejsze plaże. 
 
P2170413
Dla takiego aligatora to jestem jak “Igor na raz”

Nie musiał skończyć zdania. Ja już zacząłem pakować swoje rzeczy i zabierałem się czym prędzej z tego miejsca. Podziękowałem serdecznie Meksykaninowi za radę i na miękkich nogach ruszyłem aby udać się gdzie indziej.  A i zapomniałbym napisać. Była to plaża umiejscowiona blisko kolorowego znaku “Zhiuatanejo”. Tak dla potomnych.

Zihuatanejo beach
Piękna i bezludna ale niestety mało bezpieczna plaża w Zihuatanejo
Kolejna plaża była chyba we władaniu bezpańskich psów. Poczułem się trochę jak na wyspie Wesa Andersona. Psy nie były agresywne, ale łasiły się i podchodziły dość blisko. Czułem lekki dyskomfort bo były one o dość dużych gabarytach i pokaźnych kłach. Po chwili spędzonej na plaży, podjęliśmy decyzję aby ruszyć dalej. Chcieliśmy znaleźć miejsce, które byłoby naprawdę rajskie. Ta plaża o dziwo nosi miano głównej plaży. Nazywa się po prostu; “Principal beach”.  Przynajmniej tak mówi wujek google.
 
Dog on Zihuatanejo beach
Dał jasno do zrozumienia, że mam stąd spadać
I tak o to dotarliśmy na jedną z piękniejszych plaż. Szeroka, długa i z idealnym piaskiem. Nazywała się La ropa. Tam spędziłem resztę swojego pobytu w Zihuatanejo. Nie była ona co prawda taka zaciszna jak pierwsza plaża o której wspominałem wyżej. Jednak prawdopodobieństwo spotkania zielonego aligatora pod wodą było tutaj minimalne. Chociaż muszę tutaj zaznaczyć, że na tej plaży również takie niebezpieczeństwo jest. Informują o tym flagi w różnych kolorach. Są one wciągane na pobliski maszt w razie zagrożenia. Już teraz nie mogę sobie przypomnieć, która barwa jakie niebezpieczeństwo sygnalizowała. Jednak na pewno była taka, która ostrzegała przed rekinami oraz wspomnianymi wcześniej, prehistorycznymi gadami, którym udało się wymknąć z mokradeł.
 
Mexico
Plaża La ropa – czar wspomnień
Ze względu na czas koronawirusa, miejscowa policja raz dziennie urządzała sobie przemarsz po plaży. Było to około godziny 17. Przez ogromny megafon jakiś koleś krzyczał, że ze względu na pandemię godziny funkcjonowania plaży są skrócone.  Niewątpliwie jest to duża niedogodność dla osób, które chciałyby popodziwiać zachody słońca. Policja nie spędza jednak na tej plaży całego wieczoru. Więc jeśli ktoś jest maniakiem zachodów, może po ich wizycie wrócić na plażę i w spokoju na niego poczekać. A strasznie to polecam!
 
Mexico
call the police!
Zihutanejo (Meksyk)
Muszle wyrzucone na brzeg plaży.
 
I to by było na tyle. Innych miejscowości nie zwiedzałem, innych plaż nie widziałem. Jeżeli Krzysztofowi się zachce ( w końcu!) opisać inne plaże, w tym te najsłynniejsze, tj. Acapulco (!), to może będzie więcej takich postów. 
 
Na razie zapraszam do zapoznania się z relacjami również z innych krajów. Adios!

Inne posty