Filipiny Wyjazdy

Pokonanie 200km w 6 godzin – poWolny transport na Filipinach

By

Przemieszczanie się po wyspie Palawan

Tym razem również nic nie zostało wcześniej zorganizowane. Wszystko klasycznie na ostatnia chwile. Siedzielismy bez planu myśląc jak przedostać się z Puerto Princessa do miejscowości El Nido oddalonej o około 200 km krętą drogą, która wiodła przez las i drewniane wioski. El Nido gdyby ktoś nie wiedział, to miejscowość, w której mieliśmy znaleźć te wszystkie pocztówkowe widoczki w Filipin. Koniec końców okazało się to prawdą, gdyż jest to prawdziwe miasteczko w dżungli, jednocześnie obdarzone dostępem do plaży będącej swego rodzaju portem dla łódek zabierających chętnych do podziwiania lagun, rajskich plaż, jaskiń i innych podziemnych wodotrysków.

Oczywiście przedtem naoglądaliśmy się pełno zdjęć w internecie a oprócz tego wielokrotnie słyszeliśmy zdanie, że ‘nie byłeś na Palawanie jeśli nie odwiedziłeś El Nido’. Okej tylko raz ktoś tak powiedział i dosyć szybko o tym zapomniałem ale koniec końców muszę się z tym zgodzić. Teraz celem było zorganizowanie przejazdu. Od razu przyszło mi do głowy aby porozmawiać z chłopakiem, który pracował w naszym hotelu i teoretycznie znał okolicę. Jednocześnie od razu wydało się to najgorszym rozwiązaniem. Po prostu ten oto młody dżentelmen był zawsze tak pochłonięty swoimi myślami, że przeszkadzało mu to w podstawowych czynnościach jak sprzątanie i śniadanie. Na jego pomoc nie można było liczyć. W głowie od razu mam wizję, że ten jego transport zawiózłby nas w kompletnie innym kierunku. Byliśmy na wyspie więc w każdą stronę było po drodze nad wodę.

Jak zarezerwować transport

Wystarczyło dziesięć minut szukania w google i już miałem zarezerwowany transport, który obejmował odebranie mnie z hotelu i odstawienie w dowolnie wybrane miejsce w El Nido, czyli naszym miejscu docelowym. Było to coś na rodzaj połączenia autobusu i Ubera w postaci regularnych połączeń. Nawet jeśli zastępczo wysłaliby po nas motorynkę to byłbym w stanie to przeżyć. To przecież tylko 200km po asfaltowej drodze więc co może pójść nie tak.

Filipińskie drogi

Nasza kareta zajechała pod hotel z zaskakującą dokładnością. Dwa zdania z kierowcą i już siedziałem w samochodzie. Z przodu były trzy miejsca i nie trudno się domyślić, że to mi przypadło siedzenie w środku. Sytuacja była na tyle ciasna, że zmiana biegu następowała za każdym razem gdy ruszyłem kolanem. Nie było miejsca absolutnie na nic a szczególnie na nogi. Spanie również nie wchodziło w grę, bo jakoś tak głupio opierać głowę na kierownicy.

Jak wyglądają asfaltowe drogi, które aspirują do bycia autostradą na Palawanie? Gdy tylko opuściliśmy miasto, przed naszymi oczami ukazał się las… a dokładniej palmowce posadzone w rzędach odmierzonych linijką. Przez pierwszą godzinę jazdy wydawałem być się bardziej skupionym na drodze niż sam kierowca. Co chwile spoglądałem w inną stronę a to dlatego, że jeszcze przenigdy nie spotkałem się z takim widokiem jadąc samochodem. Mijaliśmy przeróżne plantacje i mikroskopijne miasteczka, które składały się z kilku domków zbitych z drewna. Mieszkańcy odprowadzali wzrokiem każdy samochód licząc na to, że kierowca zatrzyma się a oni złapią okazję na zarobek kilku pesos sprzedając oryginalne koraliki z Chin. Widok dosyć smutny ale zobojętnienie wzrasta z każdym przejechanym kilometrem. Oczywiście nie brakowało po drodze miejscowości z prawdziwego zdarzenia. Mówię tu o przystankach autobusowych i dzieciakach maszerujących do szkoły w koszulkach Supreme.

Typowa restauracja w El Nido

Po dwóch godzinach jazdy moja szyja i szyje wszystkich pasażerów dookoła znalazły się na skraju załamania. Już nie chodziło o jakiekolwiek oglądanie się za widokami. Kierowca po prostu był wariatem. Jak się później okazało droga którą przejeżdżaliśmy dla wielu ludzi była miejscem spotkań społeczności jak i bezpańskich psów. Nieustanne zwalnianie, przyśpieszanie, zwalnianie i slalom sprawiały, że łeb kiwał się jak u psa. Minęła trzecia godzina i nagle postój. Uradowany wychodzę myśląc, że to już koniec, powiemy dokładne adresy docelowe i koniec. Spojrzałem na mapę i wtedy zorientowałem się, że nie jesteśmy nawet w połowie. Zatrzymaliśmy się przed jakąś knajpą gdzie kierowca z każdym był po imieniu, więc zakładam, że było to miejsce odwiedzane przez niego każdego dnia.

Dojazd do El Nido

Ten przejazd wydawał się nie mieć końca i po pewnym czasie nawet widoki przestały wynagradzać siedzenie ściśniętym w busie z plecakiem między kolanami. Dopiero kiedy dotarliśmy do El Nido to perspektywa odwróciła się o 180 stopni. Nagle znaleźliśmy się w miejscu tak magicznym i tak innym od wszystkiego co dotychczas widzieliśmy, że w ułamek sekundy zapomniałem jak było ciężko. Widok i klimat wynagrodziły wszystko. Co ciekawe, w mieście tym jest zabroniony ruch samochodami aby nie psuć atmosfery dla turystów.

El Nido – dwa kroki od głównej ‘ulicy’

Inne posty