Bangkok - blog podróżniczy
Tajlandia Wyjazdy

Ciepły poranek w Bangkoku – relacja z podróży. Kawiarnie i tajska herbata

By

Blog Tajlandia: Relacja z podróży do Bangkoku

“Ale ciepło…” powiedziałem sobie pod nosem dzisiaj rano, kiedy po wyjściu na dwór dopadły mnie pierwsze wiosenne promienie słońca. Dokładnie w tym samym momencie uświadomiłem sobie, jak bardzo nieodpowiednie jest to określenie, gdyż dokładnie to samo zdanie wypowiedziałem podczas mojego pierwszego poranka w Bangkoku. Pamiętam to jak dziś. Nasz hotel znajdował się zaraz przy Khao San Road. Niemal natychmiast po opuszczeniu klimatyzowanego hotelu uderzył mnie kwaśny zapach ulicy. Oprócz tego uderzyło we mnie coś jeszcze. Nie krzywy wzrok ladyboya, lecz podmuch gęstego powietrza o temperaturze około 35 stopni. Na niebie ani jednej chmurki i absolutny brak możliwości złapania świeżego powietrza w płuca. Każdy kolejny oddech powodował coraz większe zmęczenie i człowiek myślał wyłącznie o zanurkowaniu w basenie lub chociaż łyku tajskiej herbaty. Część osób może nie zdawać sobie sprawy, że to właśnie Bangkok jest najgorętszym miastem świata, a wynika to z tego, iż jest tam najwyższa średnia roczna temperatura. Jeśli chodzi o Poznań w marcu… cóż myślę, że nawet nie ma czego porównywać, bo jeśli w Poznaniu jest ciepło to jakiego słowa użyć do opisania tego, co dzieje się w Bangkoku? (Słowo ‘gorąco’ odpada, gdyż jest zarezerwowane na 42-stopniowy upał latem w Dubaju, który również udało mi się doświadczyć). Czekam na propozycje 😉

Czysty Bangkok
Bangkok nie wszędzie musi być brudny…

Bangkok, Tajlandia – typowy poranek turysty Krzysztofa

Poranek w Bangkoku zaczyna się w okolicy 11 rano. Jednego dnia mając ambitny plan, aby wstać stosunkowo wcześnie, zjeść śniadanie na mieście, a następnie zacząć eksplorować miasto, natknęliśmy się na płotek nie do przeskoczenia. Mianowicie cały street food w okolicy był jeszcze zamknięty i jedyne, na co się natknęliśmy to otwarty Burger King. Będąc w USA, jak najbardziej skusiłbym się na opcję amerykańskiego śniadania, ale tak się złożyło, że byliśmy po drugiej stronie globusa. Ta właśnie seria niefortunnych zdarzeń spowodowała, że dwóch głodnych i zgrzanych od słońca studentów wylądowało na śniadaniu w 7/11. Poczucie winy i głupoty zmalało, kiedy zobaczyliśmy grono innych turystów stołujących się w lokalnej Żabce. Jako wprawny obserwator rzeczywistości, od razu zauważyłem, że każdy je to samo — tosty z serem i szynką. Wtedy Krzysztof nie znał jeszcze Bangkoku a w zasadzie Tajlandii na tyle dobrze, by wiedzieć, o co chodzi z tymi tostami. Teraz już wiem, więc objaśniam sytuacje.

Tajemnica ‘tajskich’ tostów w 7/11

W każdym ze sklepów 7/11 w Tajlandii znajdziemy oddzielną lodówkę wypełnioną od góry do dołu tostami w rozmaitych smakach. Najbardziej legendarne jednak są ‘7-11 ham and cheese toasties’. Pracownicy owego convenience store okazują być się absolutnymi mistrzami w zamienianiu tego w idealnie przypieczone pieczywko z jeszcze bardziej idealnie roztopionym serkiem. Eksplozja smaku za niecałe dwa złote! Zdaje sobie sprawę, że to o czym tu mówię, może brzmieć trochę sarkastycznie, lecz istnieją prawdziwe fankluby tajskich tostów, a na zagranicznych formach można znaleźć sporo pochlebnych artykułów na ten temat. Ale to jeszcze nie wszystko! Smak tostów jest tak bardzo uwielbiany, że w Tajlandii można znaleźć chipsy Lays o smaku tostów z 7/11.

Bangkok – tajska herbata. Gdzie znaleźć?

Tajska herbata – kawiarnia gdzieś w sercu Bangkoku

Przed moim przylotem do Tajlandii ciężko było mi utożsamiać Bangkok z miastem pełnych lokalnych kawiarni serwujących rozmaite gatunki herbaty czy kawy. W moich oczach zawsze wydawało się to być miejsce pełne straganów ze śmierdzącymi (dla innych pewnie pachnącymi) owocami morza i co najwyżej świeżo wyciskanymi soczkami. Oczywiście byłem w błędzie. Faktycznie może i kultura przesiadywania w kawiarniach w Bangkoku nie jest tak rozwinięta, jak na przykład w Nowym Jorku, lecz wystarczy chwilkę przejść się po okolicy, lub po prostu skorzystać z Google Maps i na pewno znajdziemy odpowiednie miejsce, aby odpocząć od zgiełku miasta i usiąść na chwilkę ze szklaneczką pysznej herbatki. Z budżetem w postaci zaledwie pięciu złotych (około 50TBH) jesteśmy w stanie zamówić szklaneczkę płynnego szczęścia z dowolnie wybraną zawartością. Porównując do cen w kawiarniach w Polsce, trzeba przyznać, że sprawa prezentuje się bardzo sympatycznie.

Poza lokalnymi kawiarniami, w Bangkoku znajdziemy również parę sieciówek. Z tego co zauważyłem, najbardziej popularna jest Café Amazon. Na moje nieszczęście byłem tam tylko raz, ale gdy spróbowałem smoothie z tajską herbatą to dosłownie urwało mi głowę. Szukałem czegoś podobnego do wypicia w Polsce, jednakże bezskutecznie. Prawdziwa nisza rynkowa, więc jeśli ktoś zacznie w Poznaniu serwować takie cuda za 5 złotych, to na pewno będę stałym klientem 🙂

Bangkok - rejs po rzece
Rejs po rzece w Bangkoku

Bangkok – rejsy po rzece

Jako już najedzony i odpowiednio napojony herbatą turysta byłem gotowy do wyruszenia na miasto. Chcieliśmy trochę popływać łódką po rzece, aby obejrzeć miasto z nieco innej perspektywy. Z perspektywy łodzi, którymi dzień w dzień mieszkańcy dojeżdżają do pracy czy szkoły. Dokładnie tak. Oprócz kolejki miejskiej, w Bangkoku popularny jest transport wodny po rzece, który nie różni się zbytnio od jazdy tramwajem (oprócz tego, że jak raz usiadłem przy krawędzi, to moja twarz została ochlapana mieszaniną płynów z rzeki, która z wody składa się w tylko kilku procentach…). Obowiązują tam z góry określone przystanki, bilety jak do metra i kontrolerzy. Różnica polega na tym, że jeśli przypadkiem jakaś gapa nie kupi biletu to zamiast mandatu, kontroler sprzeda mu taki, bez wystawiania mandatu. Widziane i sprawdzone. O tym co jeszcze działo się na łodziach opowiem w kolejnym poście więc polecam polubić profil naszej strony na facebooku, aby być na bieżąco. Natomiast jeżeli kogoś interesuje podróż na własną rękę do Bangkoku to polecam przeczytać post: Tajlandia z plecakiem.

Inne posty