Filipiny

Puerto Princessa – pierwszy przystanek na wyspie Palawan: atrakcje w Honda Bay

By

Lądowanie na Palawanie – Lotnisko w Puerto Princessa

W mojej głowie Puerto Princessa było wyobrażeniem istnej bramy do raju. Raju w postaci zabierających dech w piersiach plaż i uroczych Filipinek donoszących drinki w cenie puszki coca-coli. Kiedy samolot zaczął lądować a ja wyjrzałem za szybę to zdałem sobie sprawę, że właśnie znalazłem w środku wielkiego niczego. Miejsce to od samego początku wydawało się na swój sposób magiczne. Lotnisko bardziej przypominało dworzec kolejowy w kilkunastotysięcznej polskiej miejscowości lecz to nie miało żadnego znaczenia, skoro i tak właśnie je opuszczałem. Od razu po wyjściu poza teren hali przylotów poczułem się lekko zdezorientowany brakiem czegokolwiek. Szczerze mówiąc to nie wiedziałem jak się z niego wydostać. Z szacunku dla swojego portfela odpuściłem sobie rozmowy z taxówkarzami i od razu spróbowałem zagadnąć kogoś o lokalny transport do miasta. Wyszło na to, że najlepiej będzie zabrać się tricyklem lecz najpierw trzeba było zmierzyć się z kierowcą, który dzielnie walczył o byt i chciał wycisnąć jak najwięcej pesos z mojej kieszeni.

Tricykl to blaszana konstrukcja przyspawana do starego, klekoczącego motocykla japońskiej produkcji. Jest to najbardziej rozpowszechniony i zarazem najtańszy sposób poruszania się po miastach na Palawanie. Ktokolwiek zdecyduje się na podróż na wyspę Palawan to na pewno czy tego chce czy nie to i tak wyląduje w trzęsącym tricyklu. Kierowcy tych pojazdów to bardzo specyficzne osobniki, którym można poświęcić oddzielny post. Osobiście doświadczyłem sytuacji, w których targowanie ceny okazało się bardziej czasochłonne niż sam przejazd. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o transporcie w Azji to zapraszam do wpisu: Bangkok transport tuk-tuk

Podróżowaliśmy we dwójkę i za przejazd z lotniska wprost pod drzwi naszego hotelu zapłaciliśmy około 300 pesos czyli jakieś 16 złotych. Jechaliśmy spokojnie ponad 25 minut więc cena wydała się dosyć atrakcyjna. Oczywiście po kilku dniach, zostaliśmy uświadomieni, że normalna cena jest o połowę niższa – podatek od białej skóry. Od razu zaznaczam, że cena wyjściowa za przejazd, którą nasz kierowca wyciągnął z kapelusza była bodajże dwa razy wyższa. Tak wysoka jak pasażerowie.

Puerto Princessa – plaże i rajskie widoki

Świecące słońce oraz brak chmur na horyzoncie od razu zachęcił nas do opuszczenia pokoju hotelowego i wybrania się na pobliską plażę. Dokonując rezerwacji na stronie booking.com zwróciliśmy uwagę na odległość rezerwowanego obiektu od plaży. Chcąc dowiedzieć się, w którą stronę należy się skierować, zapytaliśmy wiecznie uśmiechniętą Filipinkę pracującą w ośrodku, o to gdzie jest najbliższa plaża w Puerto Princessa. Z niezrozumiałego jeszcze wtedy dla nas powodu, uśmiech natychmiastowo zniknął z jej twarzy. Uświadomiła nas, że jedyna plaża, która objawia się jakąkolwiek rajskością w sposób pozwalający zaspokoić oczekiwania białego turysty znajduje się około godzinę drogi tricyklem. Znacznie szybszym rozwiązaniem było udać się na lokalną plażę (tę wspomnianą na stronie booking). Po mniej niż dziesięciu minutach spaceru woda zaczęła wyłaniać się zza horyzontu. Nie mogliśmy powstrzymać uśmiechów zadowolenia, kiedy po nieprzyjemnym pobycie w Manili ostatecznie znaleźliśmy się na wymarzonej piaszczystej plaży…. Aż tu nagle usłyszeliśmy wołanie w naszą stronę. Okazało się, że wstęp jest płatny. Przełknąłem ślinę, bo czymże jest te kilka złotych w momencie kiedy za chwilę zanurzę się w turkusowej wodzie.

Puerto Princessa - plaża
Miejsce, które wygląda ładnie tylko na zdjęciach

Rzeczywistość. Pierwsza odwiedzona przez nas plaża okazała się ogromnym nieporozumieniem. Piasek pełen był różnego rodzaju zanieczyszczeń w postaci gałęzi oraz kapsli od piwa. Woda przy brzegu miała jakiś taki brunatny kolor, który w nawet najmniejszym stopniu nie zachęcał do zanurzenia tam swoich stóp. Oczywiście były tam osoby cieszące się chwilą i pluskające się w wodzie o dziwnym zapachu. Miałem jednak wrażenie, że nie przeszkadzałoby im gdyby to była głęboka kałuża, wtedy też by się pewnie tam wykąpali. Uroku dodawały ławeczki zbite z drewna i przykryte daszkiem pokrytym strzechą. Był to jedyny element, napawający optymizmem w tym jakże rozczarowującym miejscu. Żeby było śmieszniej to dookoła nas od razu zaczęły kręcić się dwa bezdomne psy, z których jeden na moich oczach wskoczył na grilla i zajął się dokładnym wylizywaniem powierzchni rusztu. Ten widok na dłuższą chwilę zniechęcił mnie od kosztowania lokalnych dań.

Niestety za słabo przygotowaliśmy się do wyjazdu na Filipiny. Dopiero po dwóch dniach dowiedzieliśmy się, że w poszukiwaniu niebiańskich pejzaży na Palawanie, musimy skierować się na północ wyspy. W mieście Puerto Princessa nie znajdziemy żadnego uroczego miejsca do wypoczynku. Jedyną opcją jest wybranie się na zorganizowaną wycieczkę – Island Hopping w zatoce Honda Bay.

Honda Bay – Island Hopping – opinia

Zorganizowane wycieczki całodniowe można zarezerwować dosłownie w każdym hotelu czy hostelu w Puerto Princessa. Ustalamy miejsce odbioru i nawet następnego dnia może podjechać po nas nowoczesny van zmierzający ku rajskim wysepką. Koszt takiej wycieczki na Honda Bay nie przekracza 50 złotych i praktycznie zapełnia nam cały dzień. Jedzenie również jest wliczone w cenę. My niestety nie zapewniliśmy sobie sprzętu do nurkowania więc ponieśliśmy dodatkowe kosztu w wypożyczalni. Cały wyjazd jest zaplanowany w taki sposób, aby nikomu niczego nie zabrakło.

Puerto Princessa - nurkowanie w Honda Bay
Nurkowanie w Honda Bay

Z vana przesiadamy się na dziesięcioosobową łódź i wyruszamy na szerokie wody. Wśród atrakcji mamy zapewnione nurkowanie oraz odwiedzenie kilku turystycznych wysp, które w większości przypadków spełniają potrzeby estetyczne. Krótko mówiąc jest czym nacieszyć oko a w szczególności można przeżyć swój pierwszy mikro zachwyt, dostrzegając czystość oraz przejrzystość otaczającej nas wody. Jeśli chodzi o nurkowanie to zostajemy wyrzuceni w miejscu, gdzie pod wodą czekają na nas ławice kolorowych rybek i koralowiec. Czasu jest wystarczająco, żeby sobie popływać i w spokoju pooglądać to co mamy pod stopami. Oczywiście przestrzegam przed STAWANIEM NA RAFIE KORALOWEJ!

Następnym przystankiem była wyspa…. Wyspa nastawiona na turystów, którzy regularnie na nią przypływają w swoich zorganizowanych grupach. Całe miejsce wydawało się utrzymane w niezwykłej jak na Filipiny czystości i na pewno można miło tam spędzić czas na wylegiwaniu się na plaży, graniu w siatkówkę czy spijaniu drinków z kokosa.

Puerto Princessa - island hopping w Honda Bay
Wyspa w zatoce Honda Bay

W naszym przypadku były to pierwsze odwiedzone na Filipinach plaże, które aż zachęcały do zanurzenia się w wodzie. Zaskakiwała przejrzystość wody jak i jej kolor. W końcu mogłem być w pełni zadowolony z miejsca, w którym jestem i cieszyć się chwilą. Trzeba być naprawdę złośliwym aby doszukiwać się minusów na tej jakże uroczej wysepce.

Podsumowując, island hopping w Honda Bay wydawał nam się doskonałym rozwiązaniem dla każdego, kto planuje zostać w Puerto Princessa na dłużej niż jeden dzień. Miasto samo w sobie nie ma zbyt wiele do zaoferowania więc island hopping może okazać się przyjemną odskocznią

 

 

 

Inne posty

Napisz komentarz

Twoj adres email nie bedzie widoczny