Izrael Wyjazdy

Relacja z podróży do Izraela – dzień pierwszy – lokalna uprzejmość i deszcz

By

Przylot do Azji 

     Właśnie dotarliśmy do naszego hotelu w centrum północnej części Tel Avivu. Staram się praktykować, by zawsze lądować na miejscu wieczorem. Wtedy mogę zmęczony bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia od razu położyć się spać. Tym razem ekscytacja spowodowana znalezieniem się w miejscu innym niż wszystkie, które dotychczas widziałem sprawiła, że porzuciliśmy koncepcję spania i od razu wyruszyliśmy na miasto aby się rozejrzeć. Był późny wieczór. Trzech młodych chłopaków z Polski było uzbrojonych w mocny alkohol lecz brakowało im ostatniego elementu nocnej układanki – popitki. Od razu po zatrzaśnięciu hotelowych drzwi Bartek sięgnął do kurtki po jedną ze swoich ekskluzywnych różowych fajek, następnie oświadczył, że do najbliższego sklepu mamy mniej niż 200 metrów. Ruszyliśmy.

Pierwsze uprzejmości i zaskoczenie

Pączki w Izraelu

Od razu, gdy przekroczyliśmy próg sklepu, sprzedawczyni powitała nas uprzejmie w swoim przybytku. Niestety gest ten wykonała w swoim języku, który pod żadnym względem nie był dla nas zrozumiały, więc początkowo nawet nie zanotowaliśmy tej uprzejmości. Zrobilismy szybki patrol po cenach na sklepowych półkach. W Tel Avivie większość sklepów stanowiły prywatne sklepiki, w których często właściciel stał za ladą i to on dyktował ceny towarów. Spojrzeliśmy na cenę wódki i od razu zaczęliśmy cieszyć się jeden do drugiego dlatego, że zabraliśmy alkohol z Polski. Zawrotna kwota 90zł za 0.5 wódki. Ceny pozostałych produktów aż tak nie zabijały. Drożej niż w Polsce ale bez dramatu. Wiedzieliśmy na czym stoimy więc chcieliśmy chwilowo opuścić sklep i udać się dalej. Zakupy mieliśmy zrobić w drodze powrotnej.
W momencie, w którym zaczęliśmy zmierzać w stronę drzwi wyjściowych, właścicielka zawołała do nas. „Co się stało chłopacy? Dlaczego nie chcecie nic kupić?”. Przemiła starsza pani założyła, że najwidoczniej nie odpowiadały nam ceny lub nie znaleźliśmy tego czego szukamy. Sytuacja dość nietypowa, bo czy ktokolwiek wyobraża sobie, że wychodząc z żabki, ktoś zapyta nas dlaczego wychodzimy bez hot-doga? Od razu zaczęła ciągnąc nas za język i w przemiły sposób chciała dowiedzieć się co sprowadza nas do Izraela i na jak długo przyjechaliśmy. Nie zdejmując uśmiechu z twarzy, oznajmiła, że uwielbia młodych ludzi. Dała nam wskazówkę, byśmy kosztem snu nie marnowali ani minuty podczas naszego pobytu. Przez cały okres rozmowy wydawała się żywo zafascynowana wszystkim co mówimy i dosłownie obdarowywała nas swoim pozytywnym nastawieniem. Kupiliśmy tam dosłownie trzy rzeczy a zupełnie bez powodu dostaliśmy ponad 30% rabatu. Ot tak chciała sprawić nam przyjemność. Serdecznie podziękowaliśmy za okazaną serdeczność i miłe wskazówki, jednak to jeszcze nie był koniec. Dosłownie przy samym wyjściu ta urocza kobieta zapytała czy lubimy pączki. Nasz pobyt w Izraelu pokrywał się ze świątecznym okresem Chanuk a podczas Chanuki wszyscy jedzą pączki. Bez słowa wręczyła każdemu z nas po jednym kolorowym krążku. Upewniła się, że jesteśmy zadowoleni i dopiero wtedy mogliśmy opuścić jej mały sklepik. Przez cały ten czas sprawiała wrażenie, jakby nasze zadowolenie było jej życiowym priorytetem.

Ciągła zmienność pogody – deszczowy Izrael

Nie mam pojęcia czym sobie na to zasłużyłem ale w wiecznie słonecznym Tel Awiwie musiało padać akurat w nasz dzień przylotu. Nie mówię tu o takim deszczu jak w Polsce, kiedy wystarczy rozłożyć parasol i bezproblemowo spacerować. Tam następowały krótkotrwałe oberwania chmur, które przypominały te w Bangkoku. Strumienie wody sprawiały wrażenie, że ktoś wylewa na głowę całe wiadra wody. Koszmar. Pomimo tego, że temperatura była o około 20 stopni wyższa niż w Polsce, deszcz zniweczył wszelkie plany nocnego zwiedzania miasta. O strzelaniu nocnych fotek z długim czasem naświetlania mogliśmy zapomnieć. Zmoczeni, wyposażeni w zapas alkoholu wróciliśmy do hotelu, który swoją drogą osadzony był w środku imprezowego centrum Tel Awiwu. Dopiero kiedy następnego wieczoru kiedy nie padało zobaczyliśmy jak urokliwie wygląda to miejsce kiedy nie pada a ulice zamiast kałużami, wypełnione są ludźmi.

Plan był następujący. Wracamy do hotelu aby zmęczeni, zapić nasze deszczowe smutki i następnego dnia rano, zapominając o kacu wyruszyć na całodniową eksploracje miasta. Już od samego początku Tel Aviv wydał nam się niesamowitym sztosem, gdzie każda ulica różni się od poprzedniej. Podczas lądowania, byłem dosłownie przyklejony do szyby, bo z lotu ptaka miasto przypominało bardziej Nowy Jork niż Poznań czy inne Wilno 😉

Już niedługo zostanie opublikowana część dalsza więc zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku, gdzie wszystko na pewno się pojawi.

Tel Aviv w nocy

Inne posty

Komentarz (1)
  1. Błażej 1 miesiąc temu

    fajny reportaż, piszcie dalej 😀

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twoj adres email nie bedzie widoczny