Izrael Wyjazdy

Relacja z podróży do Izraela – dzień drugi – zwiedzanie miasta i falafel

By

Rozpoczęcie dnia w Tel Awiwie

Drugi dzień naszego pobytu w Izraelu chcieliśmy wykorzystać do maksimum więc na śniadanie wyszliśmy z samego rana. Było południe więc nie dziwił widok opustoszałych kawiarni. O tej porze śniadanie jedliśmy tylko my troje. Kubeczek czarnej jak smoła kawy a do tego mini pizza z oliwkami. Do końca życia Izrael będzie mi się kojarzył z pływaniem. Poranna kawa spływająca do gardła, szekle wypływające z portfela i strumienie wody płynące po chodnikach. Nie o takich kąpielach w Izraelu rozmyślałem, gdy rezerwwałem bilety lotnicze. Wszystko pływało tylko nie my. Pogoda nie rozpieszczała, więc pozostało nam pogodzić się z tym smutnym faktem, zacisnąć zęby i po prostu ruszyć przed siebie. Jak zwykle będąc poza domem chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. Nasz hotel mieścił się w części północno-centralnej Tel Awiwu, natomiast miejscem, do którego chcieliśmy dotrzeć owego dnia była Jafa. Jafa to starożytne miasto, będące jednym z najstarszych portów morskich świata. Teraz wspólnie z kilkoma innymi dzielnicami tworzy metropolię Tel-Avivu.

Plażowanie w Tel Awiwie w grudniu

Słoneczny Tel Awiw w zimie
Słoneczny Tel Awiw w zimie

Od razu muszę zaznaczyć, że każdy komu przyjdzie do głowy pluskanie się w Morzu Śródziemnym podczas zimy w Tel Awiwie, jest kompletnym kaskaderem. Pomimo temperatury 18-20 stopni, wiatr był tak silny, że ciężko było utrzymać się na nogach. Spacerując promenadą mieliśmy problemy by usłyszeć osobę stojącą zaledwie kilka metrów dalej. Jeden niefortunny obrót głowy i już wiatr wpadał nam do ucha, wylatując drugim…

Tel Awiw posiada prześliczną, usianą licznymi palmami i ławeczkami promenadę. Wystarczy krótki spacer by od razu poczuć klimat wakacji. Po jednej stronie mamy rozmaite zabudowania, głownie drogie hotele i jeszcze droższe restauracje. Z drugiej strony rozpościera się szeroka plaża z palmami rozsianymi wzdłuż chodników. Pomimo silnego wiatru nie latały tam żadne śmieci więc można założyć, że miejsce utrzymywane jest w doskonałej czystości. To właśnie wtedy po raz pierwszy doszliśmy do wniosku, że miasto Tel Awiw przypomina o wiele czystszą i ciekawszą wersję Los Angeles w Kalifornii. Składa się na to ogólny wygląd wybrzeża ale także klimat tworzący przez mieszkańców czy turystów. Pomiędzy ludźmi biegającymi z pieskami, przemykają elektryczne hulajnogi, deski czy inne rowery. Zaraz obok mamy permanentnie wyluzowanych surferów ze swoimi deskami. Wrażenie podobieństwa do Kalifornii jest na tyle silne, że gdybym obudził się tam znienacka to miałbym ogromny kłopot by stwierdzić, gdzie tak naprawdę się znajduję. Polecam każdemu, kto chcę poczuć klimat zachodniego wybrzeża USA, z tym że znacznie bliżej i taniej.

Myślę, że to wynikało z czystego przypadku i pecha, bo nasz pobyt w Tel Awiwie idealnie pokrywał się z iście egzotycznymi opadami deszczu nawiedzającymi miasto co kilka godzin. Przez pierwszą połowę weekendu słońca doświadczaliśmy tylko chwilowo, lecz sytuacja się zmieniła. Kiedy? Oczywiście kiedy mieliśmy już wyjeżdżać. Dosłownie 10 dni po naszym powrocie z Izraela, mój znajomy który tam poleciał, nie zaznał ani jednej chmurki i cały czas świeciło słońce. Jak łatwo się domyślić wtedy promenada i plaża wyglądały zupełnie inaczej – bardziej zatłoczona ale dzięki temu jeszcze bardziej urokliwa. Wystarczy trochę szczęścia i lecąc do Tel Awiwu w grudniu, będzie się miało okazję do wypicia piwka, siedząc na piasku i gapiąc się w morze.

Stacja kolejowa – Jafa
Tel Awiw – miasto kontrastów
Bardzo ładnych kontrastów



Tel Awiw – miasto kontrastów

Kamienica w starożytnej Jafie

Poruszając się po mieście towarzyszące nam uczucia różniły się w zależności od tego, w którą stronę obróciliśmy głowę. Spacerując wśród strzelistych budynków, przyzdobionych logami największych korporacji, wystarczyło skręcić w boczną uliczkę, potem w kolejną i po mniej niż pięciu minutach znajdowaliśmy się w zupełnie innym miejscu. Miejsce gmachów wieżowców zastąpiły niskie i miejscami zrujnowane budynki mieszkalne. Uliczek było sporo i każda budowała swój własny, niepowtarzalny urok. Dobrym pomysłem może wydawać się spacerowanie bez żadnego większego celu. Tak po prostu, żeby pooglądać okolicę.

Tel Awiw jest miejscem, którego na pewno nie można polecić osobom lubiącym porządek znany z ulic Wiednia a jeśli ktoś jest fanem singapurskiej czystości na ulicach to już w ogóle może sobie Tel Awiw odpuścić. Miasto miało w sobie wewnętrzną dzikość i nieład, który jest zupełnie nieznany w większości europejskich miast.

Tel Awiw – miasto hipsterów i graffiti

Przed wylądowaniem w Izraelu przeczytałem wielokrotnie, że jest to miasto hipsterów, graffiti oraz środowiska LGBT. Te pierwsze dwie informację potwierdziły się po pierwszym spaceru po mieście, natomiast co do ostatniego to nie byłem zainteresowany weryfikacją. Prawda jest taka, że w w Tel Awiwie graffiti znajdziemy na każdej ulicy.

Każdego kto doczytał do końca, zapraszam do polubienia strony na facebooku: https://www.facebook.com/jakpoleciec

A co do falafelka w Tel Awiwie…

Ciąg dalszy nastąpi

Pozostałe posty o Izraelu:

Zapraszam do przeczytania relacji o pierwszych wrażeniach z Izraela: Relacja z podróży do Izraela – dzień pierwszy – lokalna uprzejmość i deszcz

A tutaj wpis, traktujący o zabijających cenach w Izraelu: Izrael jest drogi, nawet nie wyobrażacie sobie jak drogi.

Inne posty