Stany Zjednoczone Wyjazdy

Zwiedzanie Chicago – jeden dzień w wietrznym mieście. Co warto zobaczyć?

By

Chicago – nocne zwiedzanie przegryzione hot-dogiem.

Na zwiedzanie Chicago miałem zarezerwowane około półtora dnia. Samolotem z San Francisco wczesnym wieczorem dotarłem wprost na lotnisko Midway. W Chicago są dwa porty lotnicze.  Jeden bliżej, a drugie dalej centrum miasta. Midway oczywiście jest tym położonym dalej i to koło niego zarezerwowałem swój nocleg na znanej i lubianej w USA platformie Airbnb.
Jako że znajomy mojej kochanej mamy mieszka w Chicago od dobrych kilku lat zaraz po przylocie i po zameldowaniu się w obiekcie zostałem zabrany na nocny rajd ulicami miasta. Zrobiliśmy około 100 km trasy, podczas ,której zobaczyłem tzw. podziemne miasto znane między innymi z filmów o człowieku nietoperzu, ale również byłe posiadłości Ala Capone’a. Późną nocą polecam zobaczyć również fontannę Buckingham, która za dnia bez całego szaleństwa świateł nie robi już takiego wrażenia.
W centrum Chicago można odczuć luksus, który aż wylewa się z czarnych i górujących wieżowców. Sama architektura miasta włącznie z wyróżniającym się i nowoczesnym Trump tower ma w sobie coś przyciągającego. Sam monumentalizm czasami przytłacza. Niektóre budynki przypominają swoimi kształtami przerośnięty i napompowany Londyn.

Chicago-style hot dog

Pod koniec rajdu dopadł nas spory głód. Posiliłem się jednym z najbardziej znanych dań ulicznych, czyli: Chicago-style hot dog. Zwykła parówka z bułką, na którą ktoś wysypał połowę warzywniaka. Jednak przez ogórka kiszonego i majonez na topie, hot dog wydał mi się całkiem swojski i tym samym pyszny.
W drodze domu zakupiłem całodzienny bilet na komunikację miejską i po dotarciu do bazy noclegowej odpłynąłem jak Ganges w swoim w miarę wygodnym łóżku.

Taras widokowy Willis Tower – wizyta na 103 piętrze z widokiem na Chicago.

Willis Tower - punkt widokowy
W szklanej pułapce na turystów – szczyt Willis Tower w Chicago

Po przebudzeniu ruszyłem na eksplorację miasta. Miałem tylko 24 godziny więc musiałem mieć z góry założony plan działania. Pierwszym punktem na mapie miasta było Willis Tower. Największy budynek w całym Chicago i drugi po World Trade Center największy w całych Stanach. oprócz wjazdu windą na szczyt i możliwości podziwiania miasta w całej okazałości z punktu widokowego, największą atrakcją było stawanie szklanej tafli. Pod swoimi nogami można było dostrzec buzujące i gwarne miasto. Kilka centymetrów szkła utrzymywało na sobie setki turystów odwiedzających każdego dnia Willis Tower. Miałem okazję na własnej skórze przekonać się jak wyeksploatowane jest to miejsce, gdyż jedna platforma była wyłączona z użytku, bo po prostu … szkło pękło. Żeby stanąć na tafli swoje trzeba było odczekać. Samo wejście na punkt widokowy łączy się z wydatkiem około 25 $. W kolejce stałem około 45 minut. Gdy w końcu po długim wyczekiwaniu stanie się na tej szklanej platformie, z jednej strony można dostrzec piękny pejzaż nowoczesnej metropolii a z drugiej poirytowany tłum stojący w kolejce, który błagalnym wzrokiem prosi Cię żebyś przestał szukać idealnego ujęcia i poszedł sobie precz. Mimo tych bądź co bądź niewielkich niedogodności sam wjazd na punkt widokowy z całego serca polecam.

 

Willis Tower
Krótka kolejka gdzieś na szczycie Willis Tower.

Chicagowska fasolka i Pizza Chicago Deep Dish

Deep Dish Pizza
Deep Dish Pizza – serowa sława Chicago.

Po wyjściu z wieży posnuliśmy się trochę po mieście, po czym zaczęliśmy rozglądać się za czymś do zjedzenia. Przyszedł czas na kolejne danie straight from Chcicago, a mianowicie na słynne deep dish pizza. Akurat zaczął kropić deszcz (to jest to szczęście, gdy jedzie się gdzieś na jeden dzień :)) więc udaliśmy się do sieci pizzerii o wdzięcznej nazwie Giordano’s i dokonaliśmy zamówienia. Fakt, że zabraliśmy jedną pizzę na pół był strzałem w dziesiątkę. Naprawdę nie wiem jak ktokolwiek może przerobić tak dużą ilość sera w swoim żołądku przy jednym posiedzeniu. Ja po 3 kawałkach już powiedziałem pas i musiałem wtłoczyć w siebie całą szklankę wody. Pizze przypominała sernik, bo po wszystkie brzegi wypakowana była żółtym serem, jak pączek, który zamiast ciasta cały jest z marmolady.
Po zjedzonej uczcie ruszyliśmy dalej. Kolejnym miejscem i to jednym z najbardziej rozpoznawalnych, jeśli chodzi o USA jest słynna Chicagowska Fasolka, czy perełka (zależy z kim się rozmawia). Wrota niebios (ang. Cloud Gate) to oryginalna nazwa tej dość oryginalnej i futurystycznej rzeźby, która gromadzi wokół siebie każdego dnia potężny tłum ludzi. Jest ona w całości lustrzanym odbiciem, które można podziwiać zarówno przechadzając się wokół niej jak i tuż pod nią. Jest to na pewno miejsce dla zapalonych fotografów szukających idealnego ujęcia do ustrzelenia. Jak wskazuje amerykańska wersja Wikipedii sam autor tej niecodziennie wyglądającej rzeźby – Anish Kapoor wskazuje, że miał na celu ujęcie w jednej bryle zarówno męskich jak i żeńskich narządów płciowych. Czy mu się udało, nie mi to oceniać aczkolwiek nie jest to pozbawione sensu.

Chicagowska fasolka
Chicagowska fasolka – wrota niebios

Najlepsze na końcu – jezioro Michigan w całej okazałości.

Jezioro Michigan w stanie Illinois
Jezioro Michigan w stanie Illinois

Na sam koniec dnia odłożyliśmy sobie największe leżące w całości w USA – jezioro Michigan. Kupiliśmy po Big Gulpie w 7-eleven i z napełnionymi pęcherzami ruszyliśmy poczuć powiew bryzy na twarzy. Michigan swoją wielkością bardziej przypomina morze aniżeli jezioro. Spowodowane jest to głównie jego ogromem i tym, że horyzont jest praktycznie niedostrzegalny. Skierowaliśmy się ku Navy Pier aby przed wylotem spojrzeć się ostatni raz na górujące wieżowce Chicago, które zaczęły powoli chować się pod osłoną nocy.
Czy zwiedzanie Chicago w jeden dzień ma sens? Oczywiście, jeżeli chcemy zobaczyć tylko te najważniejsze atrakcje. Jeśli odpowiednio się to rozplanuje to człowiek nawet szczególnie nie będzie się śpieszył i ze spokojem przemierzy najważniejsze punkty na mapie tej jakże ogromnej metropolii. Ja jednak z chęcią pobyłbym w Chicago trochę dłużej. Jest to miasto, które zapadło mi w pamięć i mam nadzieję że kiedyś do niego wrócę. Niestety nie miałem takiego komfortu i po całym dniu spędzonym na zwiedzaniu położyłem się spać a o poranku wzbiłem się w przestworza tym razem kierując się do Bostonu, o którym napiszę to i owo w kolejnym wpisie. Natomiast więcej relacji z USA na naszym blogu podróżniczym znajdziecie pod tym linkiem: blog podróżniczy USA.

 

Inne posty